Ideologia optymizmu – felieton w Businessman.pl

2016-05-17Coraz więcej osób żyje w zniewoleniu przez ideały optymizmu. Przekonani, że „mogą wszystko, trzeba tylko mieć marzenia”, że „wystarczy chcieć, by mieć” albo że „mają równe szanse, bo wszyscy są tacy sami”. To pułapka.

Budowany w ten sposób imperatyw osiągania sukcesu grozi tym, że skończymy w zupełnie innej roli: ofiary, przegranego i dłużnika. Bo jeśli na takim fundamencie przekonań budujemy system własnej wartości, to wystarczy drobne potknięcie, by cała psychologiczna konstrukcja z hukiem się zawaliła…
Rzecz w tym, że aby wydostać się z tej pętli kłamstw i komunałów, należy albo sięgnąć po terapię odwykową, albo zacząć samodzielną, mozolną pracę nad budową dwóch kompetencji użytecznych życiowo: po pierwsze obcowania z krytyką i po drugie brania odpowiedzialności za siebie, a potem za innych…
Stefan Chwin, profesor Uniwersytetu Gdańskiego, zwracał wiele razy uwagę swych czytelników na to, że błędem współczesnego modelu wychowawczego jest tyrania optymizmu. Jej ideały tworzą iluzję, że wszystko się ułoży, bo musi – ucz się pilnie, staraj się, a dasz radę! Wystarczy tylko wiara w siebie plus optymizm, a możesz tym zaszpachlować wszystko.
Niestety, głosy rozsądku, takie jak prof. Chwina, przegrały z przekonaniem, iż wszyscy są równi i mają takie same szanse. I że szczęśliwy człowiek, to tylko człowiek sukcesu.
Ta ideologia optymizmu narzuca wyrywkowe postrzeganie rzeczywistości: kluczem do szczęścia jest osiągnięcie sukcesu, a porażki – nie istnieją. Obowiązuje pochwała, krytyka – nie istnieje. Obowiązują rozwiązania, ale problemy – nie istnieją. Tyrania tego typu ideałów powoduje ślepotę przyczynową i powierzchowne postrzeganie życiowych ról. Obserwuję masy ludzi, którzy żyją przez to w tzw. fałszywie dodatnim poczuciu rozwoju.
Niestety, samodzielnej i szczęśliwej młodzieży nie przybędzie nam dlatego, że udało się wmówić masom młodych ludzi, iż mogą sięgnąć po nieosiągalne. Ponad 20 lat temu do szkół maturalnych szło najwyżej 30 proc. uczniów po podstawówce. Obecnie wskaźnik ten przekroczył 80 proc. Nadprodukcja magistrów została wsparta biznesem edukacyjnym. Niepubliczne uczelnie zaczęły rosnąć jak grzyby po deszczu, obiecując sukces, szczęście i wielkie zarobki rzeszom naiwnych, młodych ludzi. Obecnie część tych placówek – jak Almamer Szkoła Wyższa itp. – popadło w długi, ogłosiło upadłość lub zostało przejętych. A frustracja z niespełnienia oczekiwań – została. Wielu uległo ułudzie wyższego wykształcenia – niestety, takiego, które tysiące absolwentów (podobno atrakcyjnych i nowoczesnych kierunków studiów jak zarządzanie i marketing) kwitują tak: o wszystkim słyszałem, niczego się nie nauczyłem…
Danielle George z Uniwersytetu w Manchesterze przedstawiła kilka lat temu badania, z których wynika, że młodzi dorośli stają się uzależnieni od gotowych rozwiązań oferowanych przez rynek. W przypadku prostej, technicznej awarii w domu nie wykonują nawet próby, by samemu coś naprawić (jeden z operatorów Internetu przyznaje, że ponad 50 proc. z tysięcy zgłoszeń na jego infolinię w sprawie awarii kończy się tym samym, powtarzanym codziennie zaleceniem: proszę wyłączyć i włączyć router). A najczęstszymi dobrymi radami otoczenia są: wezwanie na pomoc specjalistycznego serwisu albo zakup nowego urządzenia… To uzależnienie jest nazywane w mojej branży obłędem jednorazówek.
Wreszcie warto się rozprawić z pojęciem równości. Czy to nie pachnie fikcją? Spójrzmy na rodzeństwa. To kod programowy genów decyduje, dlaczego tak rozbieżne potrafią być ścieżki życia, rozwoju, czy kariery rodzeństwa. Wychowywani w jednym domu, w tych samych warunkach startowych, kulturze i środowisku… Nawet fizycznie do siebie podobni. A jednak nierówni.

Felieton ukazał się w magazynie Businessman.pl (październik 2016).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *